- Rozumiem...- odwróciłam się i poszłam w swoją stronę. Jednak miałam jeszcze pchotę z nim porozmawiać, ale musiałam się powstrzymywać by mnie jeszcze bardziej nie znienawidził.
~ Ano tak... Jesteś Ghoulem dlatego cię nienawidzi...~ pomyślałam zrezygnowana. Poczułam nagle jak coś przecięło moje ramię.
- Cholera!- krzyknęłam z bólu.
- Mamy cię Rabbit.- powiedział triumfalnie Mado.
- Już nie!- uaktywniłam swoją kagunę co pozwoliło mi się od nich oddalić o kilka metrów. Wskoczyłam na dach i spojrzałam na nich zimno.- Spi*rdalajcie z mojego terenu...- warknęłam.
- Ha! Dopiero po tym jak cię zabijemy!- zaśmiał się głośno staruszek.
- A teraz niech panowie wybaczą, ale nie mam czasów na takie zabawy...- uśmiechnęłam się złośliwie i zniknęłam. Nienawidziłam ludzi... A szczególnie Gołębi.
~To quinque...pochodziło od ojca Hinami...~ przez moje myśli przeleciały wspomnienia związane z moją młodsza przyjaciółką oraz jej reakcji, kiedy dowiedziała, że straciła ojca. Byłam wściekła. Nagle wpadłam w kogoś. Spojrzałam na tę osobę wzrokiem pełnym nienawiści i złości. Obraz mężczyzny był zamazany. Nie wiedziałam kto to... Powoli negatywne emocje przemawiały nade mną kontrolę. Odskoczyłam od niego i zaatakowałam przecinając go delikatnie w niektórych miejscach. Dopiero po ataku wróciłam do siebie. Wyżyłam się. Spojrzałam na osobę, którą przed chwilą zaatakowałam. Był to Wanders.
~ Co ja dzisiaj na niego cały czas wpadam...?~ warknęłam w myślach.
- Wybacz.. Nie chciałam cię zranić.- powiedziałam cicho, a mój głos był zimny jak lód. Na szczęście rany nie były głębokie... Chyba.
Wanders?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz