Night mimo swojego przerażającego wyglądu okazał się być niezwykle
sympatyczny, niepotrzebnie się go bałam. Tylko ta jego dwunożna forma
trochę mnie dziwiła, był smokiem, a teraz już nie, fascynujące! Wkrótce
po przyjściu do jaskini odwiedziła nas jego siostra, która wyglądała na
miłą osobę.
- Cześć Clarisse! - przywitała się ze mną, po czym zmieniła się w
pozbawioną łusek i skrzydeł istotę, podobnie jak wcześniej jej brat.
Stało się to tak gwałtownie, że aż wycofałam się trochę i na wszelki
wypadek schowałam za nogawkę opiekuna, co wzbudziło przyjazny śmiech
wśród zgromadzonych. Gdy upewniłam się, że na 100% jest bezpiecznie,
wychyliłam pyszczek, a następnie opuściłam kryjówkę i wróciłam na swoje
miejsce, przy niedokończonych, pysznych rybkach. Dorośli na chwilę
przestali zwracać na mnie uwagę, pogrążając się w rozmowie o ich
sprawach. Na początku przysłuchiwałam się im z uwagą, jednak i tak zbyt
wiele nie zrozumiałam, a po chwili zaczęło mi się okropnie nudzić.
Ziewnęłam, szeroko rozchylając pyszczek, przeciągnęłam się, po czym
zwinęłam się w mały kłębuszek. Zamknęłam oczy i już miałam zasnąć, gdy
przypomniałam sobie, że w ten sposób zmarnowałabym tylko kilka cennych
godzin dnia, dlatego zerwałam się na równe łapy, a w ramach rozbudzenia
zaczęłam w szalonym tempie gonić za własnym ogonem, przy okazji myśląc,
co by tu ze sobą zrobić. W momencie gdy zakręciło mi się w głowie i z
głuchym klapnięciem pacnęłam na podłogę jaskini, wpadłam na genialny
pomysł. Skoro oni mogą zamieniać się w dwunogów, to może ja też?
Stanęłam twardo na łapach, zamknęłam oczy i uniosłam pysk ku niebu, a
raczej stropowi jaskini. Ta poza zapewne nie była konieczna, zrobiłam to
dla efektu. Coś się chyba zaczęło dziać, poczułam mrowienie na całym
ciele, a gdy ustało, otworzyłam oczy i zaczęłam uważnie przyglądać się
swojemu ciału: nadal miałam cztery łapy, skrzydła i ogon, coś poszło nie
tak. Spojrzałam w stronę opiekuna, który już nie siedział na kanciastym
przedmiocie (chyba nazywali to krzesłem), tylko stał i przyglądał się
mu, albowiem nie składało się już z drewna, ale z mieniących się
wszystkimi kolorami kryształów. Przekrzywiłam pytająco łepek, ja to
zrobiłam? Czy to właśnie moja moc? Spojrzałam przepraszająco na
Nightmermoon'a.
- Wybacz, ja... To było niechcący... - zrobiłam smutną minę, choć w
gruncie rzeczy cieszyłam się, że wreszcie mam jakąś specjalną zdolność.
Gdy tylko o tym pomyślałam, na meblu wyrosło jeszcze więcej kamieni
szlachetnych. Muszę popracować nad kontrolą... Spojrzałam opiekunowi w
oczy, ledwo znam się na smokach, a co dopiero na ludziach, więc nie
potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy.
<Night?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz