Mimo że ani trochę nie byłam śpiąca, w końcu uległam i położyłam się tuż
obok Night'a, który zdążył już zasnąć. Kręciłam i wierciłam się
niespokojnie, przekładałam z boku na bok, lecz to nie pomagało.
Usłyszałam jakieś stukanie i chlupot, a po chwili grzmot, co jeszcze
bardziej mnie rozbudziło. Spojrzałam na mojego opiekuna, ale on spał
niewzruszony. Cichutko podczołgałam się do wyjścia z jaskini, na
zewnątrz lało jak z cebra, a nocne niebo co chwilę rozdzierały
błyskawice. Długo przyglądałam się temu, oczarowana zjawiskiem, pioruny
były prawie tak piękne jak fajerwerki Kichi. Mniej więcej po kilku
godzinach poczułam, że moje powieki robią się zmęczone od ciągłego
wypatrywania wyładowań atmosferycznych, a ciało również potrzebuje
odpoczynku. Wolnym krokiem poczłapałam do "sypialni" i położyłam się
przy Nightmermoon'ie, okrywając się jego ogonem niczym kołdrą.
Wsłuchując się w krople deszczu, po chwili zasnęłam. Śniły mi się same
piękne rzeczy, burza, deszcz ryb, fajerwerki i dużo kryształów, we śnie
nawet umiałam latać, lecz gdy pierwszy raz miałam wznieść się w
powietrze, poczułam gwałtowne szturchanie.
- Clarisse, obudź się! - głos nie dawał mi spać. Otworzyłam niechętnie
jedno oko, potem drugie i półprzytomnym wzrokiem spojrzałam na opiekuna.
- Jeszcze chwilę... - mruknęłam, po czym odwróciłam się do smoka
grzbietem i próbowałam ponownie zasnąć. Night westchnął
zniecierpliwiony, schwycił mnie zębami za kark i postawił na łapy.
- No chodź Clair, nie pamiętasz? Od dzisiaj będziesz miała nowego
kumpla! - przemówił z uśmiechem, a na zachętę trącił mnie pyskiem.
Faktycznie, to już dziś, zupełnie zapomniałam. Na moim pyszczku zagościł
uśmiech, przeciągnęłam się i pędzikiem pohasałam do śniadania, które
przygotował mi Nightmere. Już wkrótce spacerowym tempem udaliśmy się w
kierunku Skalistego Wąwozu, gdzie miała czekać na nas Kichi ze swoim
podopiecznym. Cały czas obskakiwałam opiekuna, nie mogąc doczekać się
spotkania.
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- To znaczy, że blisko?
- Owszem.
Nightmere wykazywał się ogromną cierpliwością do mnie, najwyraźniej
rozumiał mój entuzjazm, a ja wcale go nie denerwowałam. Niedługo po
trzydziestym piątym pytaniu ujrzeliśmy smocze sylwetki kawałek od nas,
odruchowo przyspieszyłam, Night też i już po chwili staliśmy całą
czwórką koło siebie.
- Hej! Miło, że jesteśmy w komplecie, Nicki, poznaj Clarisse, Clair, to
Nicki. - zapoznała nas Kichi, a po chwili wraz z moim opiekunem
pogrążyli się w sprawach dorosłych.
- Hej Nick, co robimy? - wyszczerzyłam się w przyjaznym uśmiechu - Z
góry odradzam podsłuchiwanie, próbowałam i było straaasznie nuuudno. -
skrzywiłam się na samo wspomnienie. Smoczek zamyślił się na chwilę, po
czym spojrzał na mnie.
- Wiesz, mogę ci pokazać takie jedno ciekawe miejsce. - oznajmił, przybierając tajemniczy wyraz pyska.
- Na pewno będzie fajne? - przechyliłam pytająco łepek.
- Na darmo bym nie obiecywał, może to będzie nawet trochę...Ryzykowne i
niebezpieczne, ale fantastyczne. - szepnął tak, aby dorośli nie
słyszeli.
Nagle usłyszałam fragment rozmowy starszych:
- Wiesz Night, Nicki to taki spokojny i posłuszny smok. - oznajmiła Kichi, a ja tylko się uśmiechnęłam.
- Ale im zrobisz niespodziankę, chodźmy! - podskoczyłam radośnie, a po chwili ruszyłam za nowym kolegą.
<Nicki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz