Wędrówka była bardzo męcząca i dłużyła mi się. Nie potrafiłam jeszcze latać, więc skrzydła były tylko bezużytecznym ciężarem, a małe łapki nie pozwalały stawiać większych kroków. Co chwilę musiałam zatrzymywać się na odpoczynek, a w brzuszku burczało mi strasznie, co wcale nie ułatwiało sprawy. Tak więc wlokłam się powolutku, stawiając krok za krokiem i próbując dojść do jakiegoś sensownego miejsca. W śmietnikach miejskich łatwo było o pożywienie, jednak tu, w dziczy nie potrafiłam sama go zdobyć, ba, nawet upolowanie myszy było dla mnie wyczynem. Kawałek od siebie ujrzałam ogromniastą górę na mojej trasie, obejście jej wydawało się niemożliwe, a wspięcie się na szczyt - jeszcze trudniejsze. Choć wysoko zadarłam pyszczek, nie potrafiłam ujrzeć jej końca. Spróbowałam wzbić się w powietrze, z całej siły zamachałam skrzydłami, aby wzlecieć na kilka centymetrów i... Z głuchym plaśnięciem opaść w kałużę błota i ubrudzić się od końca ogona aż po rożek na czole. Bagnista maź jeszcze bardziej spowolniła moje ruchy, a gdy człapałam, zostawiałam za sobą podłużny ślad, przez błocko ociekające ze mnie. Po długim czasie, wydającym się być wiecznością, w końcu dotarłam do podnóży góry. Będąc blisko niej wydała mi się dziwna, taka... Kanciasta. Zaraz, czy góry powinny być pokryte lśniącą łuską? Nie wiedziałam tego, nigdy nie byłam w pobliżu żadnego ze szczytów. Powoli i mozolnie zaczęłam się wspinać, jednak po jakimś czasie "góra" się poruszyła, a ja zaczęłam spadać w dół. Aby zapobiec bolesnemu upadkowi, wczepiłam się zębami w element najbliżej mnie, który zaczął się unosić wraz ze mną. Już po chwili ujrzałam przed sobą olbrzymi pysk z białymi włosami na głowie, przyozdobionymi kryształami i oczy patrzące na mnie groźnie. Okazało się, że był to na prawdę spory smok, którego błędnie wzięłam za element krajobrazu, akurat w zębach trzymałam końcówkę jego ogona, aby jakoś uchować się od spadnięcia. Rozejrzałam się, stąd nie było widać nawet ziemi, za to nade mną były chmury. Zastanawiałam się nad reakcją giganta, był na prawdę wielki, a ja tylko małym smoczątkiem, które mógł rozgnieść niczym muchę. "Co za niefart..." - pomyślałam, wpatrując się w niego z ciekawością i niepokojem.
<Nightmermoon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz