Spojrzałem na nią po czym zaśmiałem się.-Ta mina jest dla ciebie zabawna ?
-No tak bardzo.
-To ciekawe co powierz na tą.
Mówiąc to zrobiłem zabawną minę która, rozbawi najtrwalszego przeciwnika.
Dziewczyna padła ze śmiechu, co i mnie rozbawiło.
-Dziwny jesteś ... zaśmiała się.
-Wiem .... odparłem patrząc na nią.
Dziewczyna lekko walnęła mnie, w twarz a raczej dotknęła, uśmiechnąłem się patrząc na nią uroczo.
-To co idziemy na Ramen ? zapytałem
-Tak, bardzo chętnie ... odparła.
Ruszyliśmy na Ramen, który wciągnąłem jak smok, co jest dosyć dziwnym porównaniem.
Zjedliśmy ich jeszcze trochę, po czym wyszliśmy na spacer, chodziliśmy po dworze do późnego wieczora, o godzinie 21.30 mniej czy tam więcej usiedliśmy na dachu budynku patrząc w piękne gwiaździste niebo.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, widząc tą piękną noc, spojrzałem w tedy na Kichi która uśmiechała się tak samo jak ja.
-Kichi ... zawołałem.
-Słucham cię ?
-Jesteś smokiem Nocy prawda ?
-Tak, jestem smokiem nocy, a coś się stało ? .. zapytała.
Chciałem coś powiedzieć,lecz przerwało mi wołanie towarzysza Kichi.
-Szczerbatku gdzie jesteś ? wołał wszędzie moją przyjaciółkę.
-Chyba musisz już iść... odparłem spokojnie patrząc na nią.
-Tak, spotkamy się jutro ? ... zapytała
-Bardzo chętnie ... uśmiechnąłem się.
Dziewczyna zmieniła się w smoka, i poleciała do swojego, tak zwanego pana.
Widziałem jak chłopak siada na smoka, i znikają za drzewami.
Westchnąłem głośno patrząc jeszcze na niebo.
Siedziałem tam sam nie wiem ile, ale nie spieszyło mi się wracać, było mi tam dobrze.
W końcu zmieniłem się w smoka i wróciłem do jaskini, od nie dawna miałem tam wspór lokatorów, nie miałem nic przeciwko, do puki nie wchodzili mi w drogę i nie przeszkadzali.
Zmęczony położyłem się w rogu i zasnąłem.
Następnego dnia:
Obudziły mnie pierwsze promyki słońca.
Otworzyłem leniwie oczy, rozciągając się przekręciłem głowę, po czym wyszedłem z jaskini, z oddali zobaczyłem Kichi, podleciałem siadając nie daleko patrząc na nią, samiczka próbowała sama latać, co nie za bardzo jej wychodziło podleciałem do niej, uśmiechając się.
-Co robisz ? zapytałem.
-Nic takiego... odparła zawstydzona.
-Czego się wstydzisz ?
-No nie widzisz, nie mogę sama latać.
-A tam nie jest tak źle, kiedyś ci się uda.
-Tak myślisz ?
-No jasne ,że tak.
Samica uśmiechnęła się do mnie, a ja do niej.... szybko ruszyliśmy do lasu, gdzie ścigaliśmy się i wygłupialiśmy.
W tedy Kichi biegnąc schowała łeb pod moje skrzydła, spojrzałem na nią zaskoczony.
-Ym a co ty robisz ?
-Bawię się .. uśmiechała się.
-Ale ty wierz,że to dziwne ?
-To wcale nie jest dziwne.
-A co normalne ?
-Tak.... zaśmiała się.
-Dla mnie to nie normalne.
-Bo ty to ty ... mruknęła.
Zmrużyłem oczy patrząc na nią i zdejmując z jej głowy skrzydło, spojrzała na mnie a ja na nią, zaczęła się walka na spojrzenia, gapiliśmy się na siebie, nie ruszając się.
Trwało to dosyć długo, dopiera gdy niebo zaczęło robić się coraz ciemniejsze, my przestaliśmy się na siebie gapić,Na niebie było coraz ciemniej.
Gapiłem się na nią, uśmiechając się do niej.
-Co cię tak bawi ? ... zapytała po chwili.
-Jak to co ? ty.
-Ja, niby czemu ja ?
-No bo bawisz się,świerszczami jak mały smoczek.... zaśmiałem się patrząc na nią.
Kichi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz