Propozycja nauki latania była bardzo kusząca. Smoczek patrzył na mnie
wyczekująco, więc uznałam, że mój czas nadszedł. Zamachałam skrzydłami,
najpierw lekko i niepewnie, jednak z każdym razem coraz mocniej. W końcu
uniosłam się na kilka centymetrów nad ziemią, by... Po chwili opaść.
Skrzydła, podobnie jak reszta mojego ciała zbudowane były z kryształów, a
przez to ciężkie, co wcale nie ułatwiało sprawy.
- Nie poddawaj się! - zachęcał mnie Nicki, a ja kiwnęłam łebkiem w jego
stronę na znak, że nie zamierzam odpuszczać, w moim spojrzeniu widać
było determinację. Podskoczyłam, by mocniej się wybić, skrzydłami z
całej siły uderzałam powietrze, unosząc się coraz wyżej.
- To działa! - krzyknęłam uradowana, uśmiechając się szeroko do mojego nauczyciela.
- Brawo, na tym właśnie polega latanie! - pochwalił mnie i po chwili do
mnie dołączył - A teraz leć powolutku za mną. - oznajmił, jednak kiedy
załapałam o co chodzi w pozornie trudnej sztuce fruwania, nie
zamierzałam marnować czasu na naukę kroczek po kroczku. Do głowy
przyszedł mi pewien pomysł, który mógłby pomóc rozruszać atmosferę.
- WYŚCIG DO SMOCZEGO WODOSPADU!!! - zawołałam i ruszyłam jak najszybszym
tempem przed siebie, a Nicki za mną. Mimo tego, że zdobyłam przewagę na
starcie, smoczek był lżejszy, starszy i bardziej doświadczony, więc po
chwili mnie dogonił, a nawet zaczął wyprzedzać. Postanowiłam w pełni
skorzystać z siły moich skrzydeł, przyspieszyłam. Lecieliśmy łeb w łeb, z
naprawdę dużą prędkością jak na smoczątka. Nagle tuż przed sobą
ujrzeliśmy dorosłego smoka, który frunął dużo szybciej od nas, w dodatku
leciał prosto na nas i najwyraźniej nas nie zauważał.
- Skręcaj Clair! - zarządził Nick i wykonał skomplikowany manewr, który
pozwolił mu zejść z linii zderzenia. "Zaraz, jak się skręca?!"
pomyślałam, lekko spanikowana, nie umiałam szybko skręcić, musiałam
najpierw obrócić całe ciało w bok, a następnie lecieć prosto, przez co
trochę się odsunęłam, ale to nie wystarczyło. Ogromny smok, nadal mnie
nie zauważając, trącił mnie dość boleśnie skrzydłem, przez co straciłam
równowagę i zaczęłam runąć w dół.
- Machaj skrzydłami!!!! - doradzał Nicki, który po chwili znalazł się
tuż przy mnie. Próbowałam wykonać jego polecenie, ale nie mogłam złapać
rytmu, więc to nie pomagało. Zauważyłam pode mną rzekę, której tafla
była już niebezpiecznie blisko. W ostatniej chwili otuliłam się
skrzydłami, tworząc swego rodzaju akrobatyczną "śrubę", dzięki czemu
gładko wbiłam się w wodę. Pływanie o dziwo szło mi dużo lepiej od
latania, więc po chwili znalazłam się na powierzchni i dotarłam szybko
do brzegu, gdzie czekał na mnie mój kolega.
- Clarisse, żyjesz! - ucieszył się, na jego wyraz pyszczka również odpowiedziałam uśmiechem.
- Taak, było super! Musisz koniecznie spróbować. - oznajmiłam,
puszczając do niego oczko. Nicki spojrzał na mnie zupełnie zdziwiony.
- Ale to było niebezpieczne, mogłaś zginąć!
- Owszem. - uśmiechnęłam się czarująco - Ale żyję i świetnie się
bawiłam. - wesoło zamerdałam ogonkiem. Smok zamyślił się, zapadła chwila
niezręcznej ciszy. Cofnęłam się nieco, tak, by moje łapy zamoczyć w
wodzie, po czym znienacka ochlapałam Nicki'ego.
- Hej, filozof! Nad czym tak myślisz? - chlapnęłam na niego ponownie i roześmiałam się wesoło.
<Nicki?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clarisse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clarisse. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 lipca 2015
niedziela, 19 lipca 2015
Od Clair CD Nightmermoon'a
Mimo że ani trochę nie byłam śpiąca, w końcu uległam i położyłam się tuż
obok Night'a, który zdążył już zasnąć. Kręciłam i wierciłam się
niespokojnie, przekładałam z boku na bok, lecz to nie pomagało.
Usłyszałam jakieś stukanie i chlupot, a po chwili grzmot, co jeszcze
bardziej mnie rozbudziło. Spojrzałam na mojego opiekuna, ale on spał
niewzruszony. Cichutko podczołgałam się do wyjścia z jaskini, na
zewnątrz lało jak z cebra, a nocne niebo co chwilę rozdzierały
błyskawice. Długo przyglądałam się temu, oczarowana zjawiskiem, pioruny
były prawie tak piękne jak fajerwerki Kichi. Mniej więcej po kilku
godzinach poczułam, że moje powieki robią się zmęczone od ciągłego
wypatrywania wyładowań atmosferycznych, a ciało również potrzebuje
odpoczynku. Wolnym krokiem poczłapałam do "sypialni" i położyłam się
przy Nightmermoon'ie, okrywając się jego ogonem niczym kołdrą.
Wsłuchując się w krople deszczu, po chwili zasnęłam. Śniły mi się same
piękne rzeczy, burza, deszcz ryb, fajerwerki i dużo kryształów, we śnie
nawet umiałam latać, lecz gdy pierwszy raz miałam wznieść się w
powietrze, poczułam gwałtowne szturchanie.
- Clarisse, obudź się! - głos nie dawał mi spać. Otworzyłam niechętnie jedno oko, potem drugie i półprzytomnym wzrokiem spojrzałam na opiekuna.
- Jeszcze chwilę... - mruknęłam, po czym odwróciłam się do smoka grzbietem i próbowałam ponownie zasnąć. Night westchnął zniecierpliwiony, schwycił mnie zębami za kark i postawił na łapy.
- No chodź Clair, nie pamiętasz? Od dzisiaj będziesz miała nowego kumpla! - przemówił z uśmiechem, a na zachętę trącił mnie pyskiem. Faktycznie, to już dziś, zupełnie zapomniałam. Na moim pyszczku zagościł uśmiech, przeciągnęłam się i pędzikiem pohasałam do śniadania, które przygotował mi Nightmere. Już wkrótce spacerowym tempem udaliśmy się w kierunku Skalistego Wąwozu, gdzie miała czekać na nas Kichi ze swoim podopiecznym. Cały czas obskakiwałam opiekuna, nie mogąc doczekać się spotkania.
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- To znaczy, że blisko?
- Owszem.
Nightmere wykazywał się ogromną cierpliwością do mnie, najwyraźniej rozumiał mój entuzjazm, a ja wcale go nie denerwowałam. Niedługo po trzydziestym piątym pytaniu ujrzeliśmy smocze sylwetki kawałek od nas, odruchowo przyspieszyłam, Night też i już po chwili staliśmy całą czwórką koło siebie.
- Hej! Miło, że jesteśmy w komplecie, Nicki, poznaj Clarisse, Clair, to Nicki. - zapoznała nas Kichi, a po chwili wraz z moim opiekunem pogrążyli się w sprawach dorosłych.
- Hej Nick, co robimy? - wyszczerzyłam się w przyjaznym uśmiechu - Z góry odradzam podsłuchiwanie, próbowałam i było straaasznie nuuudno. - skrzywiłam się na samo wspomnienie. Smoczek zamyślił się na chwilę, po czym spojrzał na mnie.
- Wiesz, mogę ci pokazać takie jedno ciekawe miejsce. - oznajmił, przybierając tajemniczy wyraz pyska.
- Na pewno będzie fajne? - przechyliłam pytająco łepek.
- Na darmo bym nie obiecywał, może to będzie nawet trochę...Ryzykowne i niebezpieczne, ale fantastyczne. - szepnął tak, aby dorośli nie słyszeli.
Nagle usłyszałam fragment rozmowy starszych:
- Wiesz Night, Nicki to taki spokojny i posłuszny smok. - oznajmiła Kichi, a ja tylko się uśmiechnęłam.
- Ale im zrobisz niespodziankę, chodźmy! - podskoczyłam radośnie, a po chwili ruszyłam za nowym kolegą.
<Nicki?>
- Clarisse, obudź się! - głos nie dawał mi spać. Otworzyłam niechętnie jedno oko, potem drugie i półprzytomnym wzrokiem spojrzałam na opiekuna.
- Jeszcze chwilę... - mruknęłam, po czym odwróciłam się do smoka grzbietem i próbowałam ponownie zasnąć. Night westchnął zniecierpliwiony, schwycił mnie zębami za kark i postawił na łapy.
- No chodź Clair, nie pamiętasz? Od dzisiaj będziesz miała nowego kumpla! - przemówił z uśmiechem, a na zachętę trącił mnie pyskiem. Faktycznie, to już dziś, zupełnie zapomniałam. Na moim pyszczku zagościł uśmiech, przeciągnęłam się i pędzikiem pohasałam do śniadania, które przygotował mi Nightmere. Już wkrótce spacerowym tempem udaliśmy się w kierunku Skalistego Wąwozu, gdzie miała czekać na nas Kichi ze swoim podopiecznym. Cały czas obskakiwałam opiekuna, nie mogąc doczekać się spotkania.
- Daleko jeszcze?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie.
- To znaczy, że blisko?
- Owszem.
Nightmere wykazywał się ogromną cierpliwością do mnie, najwyraźniej rozumiał mój entuzjazm, a ja wcale go nie denerwowałam. Niedługo po trzydziestym piątym pytaniu ujrzeliśmy smocze sylwetki kawałek od nas, odruchowo przyspieszyłam, Night też i już po chwili staliśmy całą czwórką koło siebie.
- Hej! Miło, że jesteśmy w komplecie, Nicki, poznaj Clarisse, Clair, to Nicki. - zapoznała nas Kichi, a po chwili wraz z moim opiekunem pogrążyli się w sprawach dorosłych.
- Hej Nick, co robimy? - wyszczerzyłam się w przyjaznym uśmiechu - Z góry odradzam podsłuchiwanie, próbowałam i było straaasznie nuuudno. - skrzywiłam się na samo wspomnienie. Smoczek zamyślił się na chwilę, po czym spojrzał na mnie.
- Wiesz, mogę ci pokazać takie jedno ciekawe miejsce. - oznajmił, przybierając tajemniczy wyraz pyska.
- Na pewno będzie fajne? - przechyliłam pytająco łepek.
- Na darmo bym nie obiecywał, może to będzie nawet trochę...Ryzykowne i niebezpieczne, ale fantastyczne. - szepnął tak, aby dorośli nie słyszeli.
Nagle usłyszałam fragment rozmowy starszych:
- Wiesz Night, Nicki to taki spokojny i posłuszny smok. - oznajmiła Kichi, a ja tylko się uśmiechnęłam.
- Ale im zrobisz niespodziankę, chodźmy! - podskoczyłam radośnie, a po chwili ruszyłam za nowym kolegą.
<Nicki?>
sobota, 18 lipca 2015
Od Clair CD Nightmermoon'a
Night mimo swojego przerażającego wyglądu okazał się być niezwykle
sympatyczny, niepotrzebnie się go bałam. Tylko ta jego dwunożna forma
trochę mnie dziwiła, był smokiem, a teraz już nie, fascynujące! Wkrótce
po przyjściu do jaskini odwiedziła nas jego siostra, która wyglądała na
miłą osobę.
- Cześć Clarisse! - przywitała się ze mną, po czym zmieniła się w pozbawioną łusek i skrzydeł istotę, podobnie jak wcześniej jej brat. Stało się to tak gwałtownie, że aż wycofałam się trochę i na wszelki wypadek schowałam za nogawkę opiekuna, co wzbudziło przyjazny śmiech wśród zgromadzonych. Gdy upewniłam się, że na 100% jest bezpiecznie, wychyliłam pyszczek, a następnie opuściłam kryjówkę i wróciłam na swoje miejsce, przy niedokończonych, pysznych rybkach. Dorośli na chwilę przestali zwracać na mnie uwagę, pogrążając się w rozmowie o ich sprawach. Na początku przysłuchiwałam się im z uwagą, jednak i tak zbyt wiele nie zrozumiałam, a po chwili zaczęło mi się okropnie nudzić. Ziewnęłam, szeroko rozchylając pyszczek, przeciągnęłam się, po czym zwinęłam się w mały kłębuszek. Zamknęłam oczy i już miałam zasnąć, gdy przypomniałam sobie, że w ten sposób zmarnowałabym tylko kilka cennych godzin dnia, dlatego zerwałam się na równe łapy, a w ramach rozbudzenia zaczęłam w szalonym tempie gonić za własnym ogonem, przy okazji myśląc, co by tu ze sobą zrobić. W momencie gdy zakręciło mi się w głowie i z głuchym klapnięciem pacnęłam na podłogę jaskini, wpadłam na genialny pomysł. Skoro oni mogą zamieniać się w dwunogów, to może ja też? Stanęłam twardo na łapach, zamknęłam oczy i uniosłam pysk ku niebu, a raczej stropowi jaskini. Ta poza zapewne nie była konieczna, zrobiłam to dla efektu. Coś się chyba zaczęło dziać, poczułam mrowienie na całym ciele, a gdy ustało, otworzyłam oczy i zaczęłam uważnie przyglądać się swojemu ciału: nadal miałam cztery łapy, skrzydła i ogon, coś poszło nie tak. Spojrzałam w stronę opiekuna, który już nie siedział na kanciastym przedmiocie (chyba nazywali to krzesłem), tylko stał i przyglądał się mu, albowiem nie składało się już z drewna, ale z mieniących się wszystkimi kolorami kryształów. Przekrzywiłam pytająco łepek, ja to zrobiłam? Czy to właśnie moja moc? Spojrzałam przepraszająco na Nightmermoon'a.
- Wybacz, ja... To było niechcący... - zrobiłam smutną minę, choć w gruncie rzeczy cieszyłam się, że wreszcie mam jakąś specjalną zdolność. Gdy tylko o tym pomyślałam, na meblu wyrosło jeszcze więcej kamieni szlachetnych. Muszę popracować nad kontrolą... Spojrzałam opiekunowi w oczy, ledwo znam się na smokach, a co dopiero na ludziach, więc nie potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy.
<Night?>
- Cześć Clarisse! - przywitała się ze mną, po czym zmieniła się w pozbawioną łusek i skrzydeł istotę, podobnie jak wcześniej jej brat. Stało się to tak gwałtownie, że aż wycofałam się trochę i na wszelki wypadek schowałam za nogawkę opiekuna, co wzbudziło przyjazny śmiech wśród zgromadzonych. Gdy upewniłam się, że na 100% jest bezpiecznie, wychyliłam pyszczek, a następnie opuściłam kryjówkę i wróciłam na swoje miejsce, przy niedokończonych, pysznych rybkach. Dorośli na chwilę przestali zwracać na mnie uwagę, pogrążając się w rozmowie o ich sprawach. Na początku przysłuchiwałam się im z uwagą, jednak i tak zbyt wiele nie zrozumiałam, a po chwili zaczęło mi się okropnie nudzić. Ziewnęłam, szeroko rozchylając pyszczek, przeciągnęłam się, po czym zwinęłam się w mały kłębuszek. Zamknęłam oczy i już miałam zasnąć, gdy przypomniałam sobie, że w ten sposób zmarnowałabym tylko kilka cennych godzin dnia, dlatego zerwałam się na równe łapy, a w ramach rozbudzenia zaczęłam w szalonym tempie gonić za własnym ogonem, przy okazji myśląc, co by tu ze sobą zrobić. W momencie gdy zakręciło mi się w głowie i z głuchym klapnięciem pacnęłam na podłogę jaskini, wpadłam na genialny pomysł. Skoro oni mogą zamieniać się w dwunogów, to może ja też? Stanęłam twardo na łapach, zamknęłam oczy i uniosłam pysk ku niebu, a raczej stropowi jaskini. Ta poza zapewne nie była konieczna, zrobiłam to dla efektu. Coś się chyba zaczęło dziać, poczułam mrowienie na całym ciele, a gdy ustało, otworzyłam oczy i zaczęłam uważnie przyglądać się swojemu ciału: nadal miałam cztery łapy, skrzydła i ogon, coś poszło nie tak. Spojrzałam w stronę opiekuna, który już nie siedział na kanciastym przedmiocie (chyba nazywali to krzesłem), tylko stał i przyglądał się mu, albowiem nie składało się już z drewna, ale z mieniących się wszystkimi kolorami kryształów. Przekrzywiłam pytająco łepek, ja to zrobiłam? Czy to właśnie moja moc? Spojrzałam przepraszająco na Nightmermoon'a.
- Wybacz, ja... To było niechcący... - zrobiłam smutną minę, choć w gruncie rzeczy cieszyłam się, że wreszcie mam jakąś specjalną zdolność. Gdy tylko o tym pomyślałam, na meblu wyrosło jeszcze więcej kamieni szlachetnych. Muszę popracować nad kontrolą... Spojrzałam opiekunowi w oczy, ledwo znam się na smokach, a co dopiero na ludziach, więc nie potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy.
<Night?>
środa, 15 lipca 2015
Od Clair do Nightmermoon'a
Wędrówka była bardzo męcząca i dłużyła mi się. Nie potrafiłam jeszcze latać, więc skrzydła były tylko bezużytecznym ciężarem, a małe łapki nie pozwalały stawiać większych kroków. Co chwilę musiałam zatrzymywać się na odpoczynek, a w brzuszku burczało mi strasznie, co wcale nie ułatwiało sprawy. Tak więc wlokłam się powolutku, stawiając krok za krokiem i próbując dojść do jakiegoś sensownego miejsca. W śmietnikach miejskich łatwo było o pożywienie, jednak tu, w dziczy nie potrafiłam sama go zdobyć, ba, nawet upolowanie myszy było dla mnie wyczynem. Kawałek od siebie ujrzałam ogromniastą górę na mojej trasie, obejście jej wydawało się niemożliwe, a wspięcie się na szczyt - jeszcze trudniejsze. Choć wysoko zadarłam pyszczek, nie potrafiłam ujrzeć jej końca. Spróbowałam wzbić się w powietrze, z całej siły zamachałam skrzydłami, aby wzlecieć na kilka centymetrów i... Z głuchym plaśnięciem opaść w kałużę błota i ubrudzić się od końca ogona aż po rożek na czole. Bagnista maź jeszcze bardziej spowolniła moje ruchy, a gdy człapałam, zostawiałam za sobą podłużny ślad, przez błocko ociekające ze mnie. Po długim czasie, wydającym się być wiecznością, w końcu dotarłam do podnóży góry. Będąc blisko niej wydała mi się dziwna, taka... Kanciasta. Zaraz, czy góry powinny być pokryte lśniącą łuską? Nie wiedziałam tego, nigdy nie byłam w pobliżu żadnego ze szczytów. Powoli i mozolnie zaczęłam się wspinać, jednak po jakimś czasie "góra" się poruszyła, a ja zaczęłam spadać w dół. Aby zapobiec bolesnemu upadkowi, wczepiłam się zębami w element najbliżej mnie, który zaczął się unosić wraz ze mną. Już po chwili ujrzałam przed sobą olbrzymi pysk z białymi włosami na głowie, przyozdobionymi kryształami i oczy patrzące na mnie groźnie. Okazało się, że był to na prawdę spory smok, którego błędnie wzięłam za element krajobrazu, akurat w zębach trzymałam końcówkę jego ogona, aby jakoś uchować się od spadnięcia. Rozejrzałam się, stąd nie było widać nawet ziemi, za to nade mną były chmury. Zastanawiałam się nad reakcją giganta, był na prawdę wielki, a ja tylko małym smoczątkiem, które mógł rozgnieść niczym muchę. "Co za niefart..." - pomyślałam, wpatrując się w niego z ciekawością i niepokojem.
<Nightmermoon?>
<Nightmermoon?>
wtorek, 14 lipca 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)
