Wędrówka była bardzo męcząca i dłużyła mi się. Nie potrafiłam jeszcze latać, więc skrzydła były tylko bezużytecznym ciężarem, a małe łapki nie pozwalały stawiać większych kroków. Co chwilę musiałam zatrzymywać się na odpoczynek, a w brzuszku burczało mi strasznie, co wcale nie ułatwiało sprawy. Tak więc wlokłam się powolutku, stawiając krok za krokiem i próbując dojść do jakiegoś sensownego miejsca. W śmietnikach miejskich łatwo było o pożywienie, jednak tu, w dziczy nie potrafiłam sama go zdobyć, ba, nawet upolowanie myszy było dla mnie wyczynem. Kawałek od siebie ujrzałam ogromniastą górę na mojej trasie, obejście jej wydawało się niemożliwe, a wspięcie się na szczyt - jeszcze trudniejsze. Choć wysoko zadarłam pyszczek, nie potrafiłam ujrzeć jej końca. Spróbowałam wzbić się w powietrze, z całej siły zamachałam skrzydłami, aby wzlecieć na kilka centymetrów i... Z głuchym plaśnięciem opaść w kałużę błota i ubrudzić się od końca ogona aż po rożek na czole. Bagnista maź jeszcze bardziej spowolniła moje ruchy, a gdy człapałam, zostawiałam za sobą podłużny ślad, przez błocko ociekające ze mnie. Po długim czasie, wydającym się być wiecznością, w końcu dotarłam do podnóży góry. Będąc blisko niej wydała mi się dziwna, taka... Kanciasta. Zaraz, czy góry powinny być pokryte lśniącą łuską? Nie wiedziałam tego, nigdy nie byłam w pobliżu żadnego ze szczytów. Powoli i mozolnie zaczęłam się wspinać, jednak po jakimś czasie "góra" się poruszyła, a ja zaczęłam spadać w dół. Aby zapobiec bolesnemu upadkowi, wczepiłam się zębami w element najbliżej mnie, który zaczął się unosić wraz ze mną. Już po chwili ujrzałam przed sobą olbrzymi pysk z białymi włosami na głowie, przyozdobionymi kryształami i oczy patrzące na mnie groźnie. Okazało się, że był to na prawdę spory smok, którego błędnie wzięłam za element krajobrazu, akurat w zębach trzymałam końcówkę jego ogona, aby jakoś uchować się od spadnięcia. Rozejrzałam się, stąd nie było widać nawet ziemi, za to nade mną były chmury. Zastanawiałam się nad reakcją giganta, był na prawdę wielki, a ja tylko małym smoczątkiem, które mógł rozgnieść niczym muchę. "Co za niefart..." - pomyślałam, wpatrując się w niego z ciekawością i niepokojem.
<Nightmermoon?>
środa, 15 lipca 2015
Od Naruto Cd Kichi
Spojrzałem na nią po czym zaśmiałem się.-Ta mina jest dla ciebie zabawna ?
-No tak bardzo.
-To ciekawe co powierz na tą.
Mówiąc to zrobiłem zabawną minę która, rozbawi najtrwalszego przeciwnika.
Dziewczyna padła ze śmiechu, co i mnie rozbawiło.
-Dziwny jesteś ... zaśmiała się.
-Wiem .... odparłem patrząc na nią.
Dziewczyna lekko walnęła mnie, w twarz a raczej dotknęła, uśmiechnąłem się patrząc na nią uroczo.
-To co idziemy na Ramen ? zapytałem
-Tak, bardzo chętnie ... odparła.
Ruszyliśmy na Ramen, który wciągnąłem jak smok, co jest dosyć dziwnym porównaniem.
Zjedliśmy ich jeszcze trochę, po czym wyszliśmy na spacer, chodziliśmy po dworze do późnego wieczora, o godzinie 21.30 mniej czy tam więcej usiedliśmy na dachu budynku patrząc w piękne gwiaździste niebo.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, widząc tą piękną noc, spojrzałem w tedy na Kichi która uśmiechała się tak samo jak ja.
-Kichi ... zawołałem.
-Słucham cię ?
-Jesteś smokiem Nocy prawda ?
-Tak, jestem smokiem nocy, a coś się stało ? .. zapytała.
Chciałem coś powiedzieć,lecz przerwało mi wołanie towarzysza Kichi.
-Szczerbatku gdzie jesteś ? wołał wszędzie moją przyjaciółkę.
-Chyba musisz już iść... odparłem spokojnie patrząc na nią.
-Tak, spotkamy się jutro ? ... zapytała
-Bardzo chętnie ... uśmiechnąłem się.
Dziewczyna zmieniła się w smoka, i poleciała do swojego, tak zwanego pana.
Widziałem jak chłopak siada na smoka, i znikają za drzewami.
Westchnąłem głośno patrząc jeszcze na niebo.
Siedziałem tam sam nie wiem ile, ale nie spieszyło mi się wracać, było mi tam dobrze.
W końcu zmieniłem się w smoka i wróciłem do jaskini, od nie dawna miałem tam wspór lokatorów, nie miałem nic przeciwko, do puki nie wchodzili mi w drogę i nie przeszkadzali.
Zmęczony położyłem się w rogu i zasnąłem.
Następnego dnia:
Obudziły mnie pierwsze promyki słońca.
Otworzyłem leniwie oczy, rozciągając się przekręciłem głowę, po czym wyszedłem z jaskini, z oddali zobaczyłem Kichi, podleciałem siadając nie daleko patrząc na nią, samiczka próbowała sama latać, co nie za bardzo jej wychodziło podleciałem do niej, uśmiechając się.
-Co robisz ? zapytałem.
-Nic takiego... odparła zawstydzona.
-Czego się wstydzisz ?
-No nie widzisz, nie mogę sama latać.
-A tam nie jest tak źle, kiedyś ci się uda.
-Tak myślisz ?
-No jasne ,że tak.
Samica uśmiechnęła się do mnie, a ja do niej.... szybko ruszyliśmy do lasu, gdzie ścigaliśmy się i wygłupialiśmy.
W tedy Kichi biegnąc schowała łeb pod moje skrzydła, spojrzałem na nią zaskoczony.
-Ym a co ty robisz ?
-Bawię się .. uśmiechała się.
-Ale ty wierz,że to dziwne ?
-To wcale nie jest dziwne.
-A co normalne ?
-Tak.... zaśmiała się.
-Dla mnie to nie normalne.
-Bo ty to ty ... mruknęła.
Zmrużyłem oczy patrząc na nią i zdejmując z jej głowy skrzydło, spojrzała na mnie a ja na nią, zaczęła się walka na spojrzenia, gapiliśmy się na siebie, nie ruszając się.
Trwało to dosyć długo, dopiera gdy niebo zaczęło robić się coraz ciemniejsze, my przestaliśmy się na siebie gapić,Na niebie było coraz ciemniej.
Gapiłem się na nią, uśmiechając się do niej.
-Co cię tak bawi ? ... zapytała po chwili.
-Jak to co ? ty.
-Ja, niby czemu ja ?
-No bo bawisz się,świerszczami jak mały smoczek.... zaśmiałem się patrząc na nią.
Kichi
Od Gleadr'a cd Stelli
Była ode o wiele niższa. Nawet nie mogłem głowy oprzeć o jej głowę... Ukucnąłem nieco by położyć głowę na jej ramieniu.
- C-co ty robisz?!- warknęła.
- Nie wiem.- zaśmiałem się i odwróciłem się.- A co ja chcę... Hmmm... Zobaczysz.- uśmiechnąłem sie tajemniczo.
- Nie rozumiem...- pokręciła głową. Nagle przed nami pojawił się wysoki męźczyzna.
- Yo Kiyoshi!- powiedziałem łagodnie, a on usmiechnął się szeroko.
- Witaj Kagami.- spojrzał na Stellę.- Twoja... Dziewczyna?- zapytał, a ja tylko zrobiłem faceplama.
- Eee... Nie.- zaśmiałem się cicho.- Na razie.- puściłem w jej stronę oczko i przyjrzałem się jej dokładnie.
~ No no... Nawet ładna dziewczyna...~ pomyślałem. Pierwszy raz od kilku lat mam zboczone myśli.
Stella? XD
Od Stelli cd Gleadr'a
Zamyśliłam się... może faktycznie powinnam poznać trochę miasto... tereny na którym rodzą się zwykli ludzie.
-Dobrze... możemy się przejść - uśmiechnęłam się dziko, - ale najpierw... zmienię strój... w końcu jest ciepło - podniosłam brew, kliknęłam palcami, woda z jeziora byłą niedaleko i popędziła do mnie krążąc wokół zakrywając na dosłowną sekundę.
Woda szybko od szybowała, a jasność przeminęła. Następnie z normalnym naświetleniem wyglądałam tak...
-Okey możemy już iść... - podeszłam do niego delikatnie musnęłam palcami jego policzka przechodząc. Przyspieszyłam , po czym w biegu skoczyłam zmieniając się w tym samym czasie. Od razu wzbijając się w powietrze, miałam przewagę. Odwróciłam się do samca, również dokonał przemiany. Wiedziałam gdzie lecieć więc długo na niego nie musiałam czekać. Wylądowałam na odpowiednią odległość od miasta przemieniając się przed lądowaniem. Chłopak również popisując się zrobił w dodatku saldo. Prychnęłam i wychyliłam głowę zza krzaków kucając przy okazji, spoglądając na oświetlone miasto.
-Zapowiada się ciekawie. - wyprostowałam kręgosłup, otrzepałam się z kurzu i poprawiłam ubranie. Ruszyliśmy do miasta. Aktualnie przechodziliśmy przez dość sporą ścieżkę. Samochód jechał z tyłu.
-Uważaj - chłopak chwycił mnie za ramie i przyciągnął do siebie. Pojazd przejechał spokojnie obok. Spojrzałam na twarz mężczyzny ten lekko się uśmiechnął, podniosłam kącik ust ale na krótko.
-To co masz do załatwienia? - spytałam po chwili.
Gleadr?
-Dobrze... możemy się przejść - uśmiechnęłam się dziko, - ale najpierw... zmienię strój... w końcu jest ciepło - podniosłam brew, kliknęłam palcami, woda z jeziora byłą niedaleko i popędziła do mnie krążąc wokół zakrywając na dosłowną sekundę.
-Zapowiada się ciekawie. - wyprostowałam kręgosłup, otrzepałam się z kurzu i poprawiłam ubranie. Ruszyliśmy do miasta. Aktualnie przechodziliśmy przez dość sporą ścieżkę. Samochód jechał z tyłu.
-Uważaj - chłopak chwycił mnie za ramie i przyciągnął do siebie. Pojazd przejechał spokojnie obok. Spojrzałam na twarz mężczyzny ten lekko się uśmiechnął, podniosłam kącik ust ale na krótko.
-To co masz do załatwienia? - spytałam po chwili.
Gleadr?
Od Gleadr'a cd Stella
Westchnąłem cicho.
- Rozumiem.- powiedziałem łagodnie. Szliśmy przez las w ciszy. W końcu dłużej nie wytrzymałem i spojrzałem na nią.
- Chcesz pójść do miasta?- zaproponowałem.
- A po co?- zapytała się.
- Hmmm... Pochodzić trochę po mieście, po sklepach. Nie wiem co ty chcesz, bo i tak niedługo muszę iść tam by załatwić kilka rzeczy.- odpowiedziałem spokojnym i miłym głosem. Ponownie między nami trwała cisza.
~ Eh.. Beznadziejny jesteś jeśli chodzi o nawiązywanie kontatków z dziewczynami...~ westchnąłem zrezygnowany w myślach.
Stella?
Od Kichi Cd Naruto
-Smutna historia... Odparłam.
-No za miła nie jest....
-Ale liczy się to co jest teraz prawda? A nasi bliscy, zawsze będą żyli...
-Jak to będą żyli?
-Tu. Odparłam dotykając dłonią jego serca.
Chłopak spojrzał na mnie jakbym nie wiem co mu powiedziała. Zaśmiałam się tylko.
-Co cię bawi? Spytał.
-Twoja mina. Uśmiechnęłam się.
Naruto? Chwilowy brak wełny! Sorry!
-No za miła nie jest....
-Ale liczy się to co jest teraz prawda? A nasi bliscy, zawsze będą żyli...
-Jak to będą żyli?
-Tu. Odparłam dotykając dłonią jego serca.
Chłopak spojrzał na mnie jakbym nie wiem co mu powiedziała. Zaśmiałam się tylko.
-Co cię bawi? Spytał.
-Twoja mina. Uśmiechnęłam się.
Naruto? Chwilowy brak wełny! Sorry!
Od Stelli cd Gleadr;a
Kolejny człowiek... to w końcu ile jest tutaj takich osób... Lekko podniosłam kącik ust, i również przemieniłam się w człowieka,
Poprawiłam włosy, chowając bronie, czyli lodowe strzały działające jak shurikeny. Wole je trzymać przy sobie, nie ufna byłam co do chłopaków. Stanęłam przed nim krzyżując ręce, spoglądałam na niego z góry, ten siedział... Gwałtownie rzucił we mnie piłką, a że miałam znakomity refleks złapałam przed twarzą. Pazury zacisnęłam z obu stron po czym piłka pękła, nawet mi powieka nie drgnęła od huku. Wyrzuciłam gumowe flaki.
-Może i bym się przeszła... - spojrzałam na pazurki. Chłopak wstał, właściwie to był większy ode mnie, więc nie było możliwości bym teraz patrzyła na niego z góry. Znudzona ruszyłam przodem, ale nie za długo byłam na przodzie. Chłopak dotrzymywał mi kroku tuż obok. Trzymałam siebie za ramiona jakbym się otulała.
-Zimno ci? -spytał od razu. Odwróciłam wzrok.
-Nie... tak mam po prostu... - oznajmiłam spokojnie, agresja na razie przestałą gotować mi krew w środku.
?
Poprawiłam włosy, chowając bronie, czyli lodowe strzały działające jak shurikeny. Wole je trzymać przy sobie, nie ufna byłam co do chłopaków. Stanęłam przed nim krzyżując ręce, spoglądałam na niego z góry, ten siedział... Gwałtownie rzucił we mnie piłką, a że miałam znakomity refleks złapałam przed twarzą. Pazury zacisnęłam z obu stron po czym piłka pękła, nawet mi powieka nie drgnęła od huku. Wyrzuciłam gumowe flaki.
-Może i bym się przeszła... - spojrzałam na pazurki. Chłopak wstał, właściwie to był większy ode mnie, więc nie było możliwości bym teraz patrzyła na niego z góry. Znudzona ruszyłam przodem, ale nie za długo byłam na przodzie. Chłopak dotrzymywał mi kroku tuż obok. Trzymałam siebie za ramiona jakbym się otulała.
-Zimno ci? -spytał od razu. Odwróciłam wzrok.
-Nie... tak mam po prostu... - oznajmiłam spokojnie, agresja na razie przestałą gotować mi krew w środku.
?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




